Waksman przywitał się z Damiano jak ten tylko wszedł do pokoju. Dostawił drugie krzesło tak, żeby Robingren mógł usiąść. Gdy ten zajął miejsce Waksman rozpoczął:
- Słuchajcie, jak dobrze wiemy sytuacja jest dramatyczna. Na całe miasto może z 15% dróg jest odśnieżonych. Lotnisko stoi, transport publiczny stoi, autostrady stoją... Słyszałem, że na obwodnicy Achkova ludzie utknęli w zaspach, i od wczoraj śpią w samochodach.
Odchrząknął, i kontynuował.
- Jak czekaliśmy na ciebie, Damiano, udało mi się ogarnąć transport 20 pługów ze Zwierzogrodu, które aktualnie jadą pociągiem na wagonach typu platformy do Robotniczogradu. Tam musimy przeładować je na ciężarówki i dowieźć do stolicy. @Damiano Robingren, znasz kogoś, kto może zorganizować transport drogowy?
Damiano przysunął krzesło bliżej stołu i usiadł ciężko.
Znam i to nie jednego. W Robotniczogrodzie siedzi jeszcze kilka prywatnych firm transportowych, które normalnie wożą ciężki sprzęt. Powinni mieć ciągniki siodłowe, naczepy niskopodwoziowe i kierowców, którzy nie boją się jeździć w tym syfie.
Odchylił się na oparcie.
Oficjalnie da się to załatwić w trybie kryzysowym. Dać im po prostu przejazdy uprzywilejowane i paliwo z rezerw bez pierdolenia się z papierami. Jeżeli nie to trzeba będzie im obiecać szybką kasę bo nikt normalny nie wjedzie w Achkov za darmo.
Damiano splótł dłonie.
A co do obwodnicy... tam trzeba wysłać coś szybciej niż pługi. Jakieś jedzenie, koce, agregaty. Ludzie śpiący drugą noc w samochodach długo nie wytrzymają.
Było zimno. Zdawało się, że śnieg z północy po zdobyciu Achkova posuwać się zaczął do Krainy Ludu, próbując wyważyć bramę do niej, jaką jest Robotniczograd. Kto wie, czy za parę dni Wieczna Stolica Amatorii nie będzie sobą prezentować podobnego widoku. Z drugiej jednak strony ciężko sobie wyobrazić, by tak apokaliptyczne zdarzenia nastąpiły i tutaj. Albo gdziekolwiek. A jednak znajdujące się za horyzontem miasto stołeczne Federacji Nordackiej ich doświadczyło.
Robotniczograd jeszcze był bezpieczny. Miejmy nadzieję. Jednak to centrum regionalnego przemysłu było tym samym wręcz zobowiązane przyzwoitością do pomocy mieszkańcom Achkova. Tak też sądził August de la Sparasan. I nie był w tym sam. W tej późnej godzinie czekał pod spowitym w lekką śnieżną biel gmachem Muzeum SRW na przedstawiciela Związku Emerytowanych Pałowników, stowarzyszenia byłych członków armii, bojówek i milicji amatorskiej. Stowarzyszenia bardzo wpływowego na tych ziemiach, dodajmy. Spojrzał na zegarek. Druga czterdzieści jeden w nocy. Ech, te strefy czasowe. W Wielkim Mieście musi być jakoś o godzinę wcześniej. Tak czy owak późno, mroźno, ulice puste. Idealny klimat dla potajemnych knowań. Z tym, że tu mowa o robieniu czegoś w słusznej sprawie.
Wreszcie przyszedł. Tak samo ciepło opatulony kurtką, kamizelką, z kapturem naciągniętym tak, że ledwo widać było jego twarz. Révölüčjæñ Ælikö (Rżefuiluicijajni Ajlikui) z ZEP. Wyraźnie wolał nie pozwolić zakrytym ustom na zmarznięcie, a i przez telefon August przekazał mu większość niezbędnych informacji, toteż przeszedł od razu do rzeczy, pytając:
- Ciui duiklajdniiże puitrziżebaj? (amat. Co dokładnie potrzeba?)
- Jajkuisi siiże zibiżerziże uid ininiycih zifiajzikuif i uid niajsi. Niaj kiżedy? (Jakoś się zbierze od innych związków i od nas. Na kiedy?)
- Tui trziżebaj jajk niajsiziybciżej. Siprafaj muisii byci niajgluisiniiuiniaj. Uid juitraj ruibimy zibiuirkże. (Tu trzeba jak najszybciej. Sprawa musi być nagłośniona. Od jutra robimy zbiórkę.)
- Fyciiajgniiże siiże f kuiniciui tui fsiiui zi bihajrajuif. Zidrajfuj. (Wyciągnie się w końcu to wszystko z magazynów. Zdrowia!)
Tu Ælikö odwrócił się i powoli odszedł.
- Uiby tylkui i druig niiże ziajsipajlui, bui ftżedy tui juizi bżedziiże tuitajlniy biżeliniini. Zidrajfui! (Oby tylko i dróg nie zasypało, bo wtedy to już będzie totalna masakra. Zdrowia!)
- stwierdził na odchodne August. Skierował się do swojego zaparkowanego niedaleko AKC Espada Sport Light. Jeżdżenie czymś takim po ulicach w tą pogodę i o takiej porze było proszeniem się o kłopoty, ale innego samochodu nie miał, a nie zamierzał iść pieszo. Chwilę później jechał już ku letniej rezydencji saganowskiej. Stała pusta od tak dawna, że nie zapomniał już w zasadzie o jej istnieniu, a przecież może w niej być coś przydatnego do zbiórki.
NordNET:
augustdelasparasan@nordnet.fn
Discord:
August (sagan Amatorii) / august_de_la_sparasan / August#6022
W to popołudnie groźba zasypania zdawała się oddalać od Robotniczogradu. Nie, żeby nagle zrobiło się zupełnie sucho i ciepło. Było jednak na tyle nieźle, że mieszkańcy mogli bez obaw o zdrowie wyjść na zewnątrz. I niejeden z nich tak uczynił. Ci, którzy na miejsce swej przechadzki wybrali miejski plac ujrzeć mogli niecodzienny widok. Pewną część mniej więcej na jego środku zajęta została przez człowieka w kurtce, z zakrywającym pół twarzy kapturem, który rozsiadł się na ustawionym tam krześle i okrył się pledem. Obok niego farelka, termowentylator, na nich koce, obok nich z kolei dużo słoików i trochę mniej termosów, drugie krzesło, a nawet... lodówka, przy której stał kolejny człowiek, patrzący się ze zdziwieniem to na nią, to na usadowionego parę metrów dalej faceta. Sprzęt niekiedy nieco wysłużony, część pewnie pamiętała jeszcze rządy Klasikowa. Całość możnaby wziąść za stoisko jakiegoś handlarza gratami, gdyby nie karton z napisem "Pömöč dlæ Æčhkövæ" (Pomoc dla Achkova).
Człowiekiem siedzącym na krześle był oczywiście Révölüčjæñ Ælikö, z kolei jegomość patrzący się z wyraźną konsternacją na lodówkę to August de la Sparasan.
- Ajlże... luiduifkaj? Niajprajfdże? Gajdajdynii f Ajcihkuifiże majrziniaj, aj ty cihżesizi im puislajci luiduifkże? (Ale... lodówka? Naprawdę? Biedni w Achkovie marzną, a ty chcesz im posłać lodówkę?)
- zapytał w zdziwieniu August.
- F duidajtkui pżelniaj bżetuiniuifki. (W dodatku pełną betonówki.)
- dodał po otworzeniu jej.
- Miajla byci bżetuiniuifkaj, tui i jżesit. Aj tui jżesit jżesiziciziże jżedniaj. (Miała być betonówka, to i jest. A tu jest jeszcze jedna.)
- odpowiedział Ælikö, odchylając nieco pled, aby ukazać ukrytą pod nim i krzesłem niewielką lodówkę turystyczną.
- Uikżej, niżecih bżedziiże i luiduifkaj. Dziiżekuijże bajrdziui. (Okej, niech będzie i lodówka. Dziękuję bardzo.)
- to ostatnie zdanie wypowiedział do jakiejś kobieciny, która zatrzymała się przy zbiórce i niewzruszona widokiem ułożyła na lodówce jakąś dokładnie owinętą folią potrawę. Potem ponownie zwrócił się ku Révölüčjæñowi.
- Fsiiui piżekniiże, ajlże jajk puitżem tajm tui duifiżeziiżemy? (Wszystko pięknie, ale jak potem tam to dowieziemy?)
- Że, fsiiui f sifuiim ciziajsiiże. Plajni juizi jżesit prziyguituifajniy. (E, wszystko w swoim czasie. Plan już jest przygotowany.)
NordNET:
augustdelasparasan@nordnet.fn
Discord:
August (sagan Amatorii) / august_de_la_sparasan / August#6022