Bolesław Kirianóo von Hohenburg wszedł do przestronnej kajuty, która służyła za miejsce spotkań, ale także relaksu dla załogi. Pomieszczenie było proste, ale funkcjonalne – w rogach znajdowały się stoły, przy których można było zagrać w karty, szachy lub porozmawiać o nadchodzących wyzwaniach. Przy ścianie stał regał wypełniony po brzegi zapasami kawy, herbaty i słonych przekąsek. Pośrodku stał długi stół, a przy nim zebrała się grupka członków załogi, pogrążona w ożywionej rozmowie.
Na dźwięk otwieranych drzwi, kilka osób odwróciło wzrok w kierunku nowo przybyłego. Większość była dalej zaaferowana rozmową. Byli to zróżnicowani ludzie – od naukowców po marynarzy, każdy z nich wnosił coś unikalnego do tej wyprawy. Uwagę przykuwał dość wysoki mężczyzna w średnim wieku z blizną na twarzy. Prawdopodobnie Muratykanin. Zachowywał się dostojnie, sprawiał wrażenie poważnego człowieka. Jego twarz zdradzała, że ma za sobą wiele niekoniecznie przyjemnych doświadczeń. Obok niego siedział prawdopodobnie młodszy oficer Marynarki Wojennej Zjednoczonych Sił, co można było ocenić po jego śnieżnobiałym mundurze. Sprawia wrażenie nowicjusza, ale widać jest, że gość ma zapał do działania. Dalej, w kącie, dwóch naukowców i jedna naukowczyni w białych fartuchach rozmawiali o jakimś nowym eksperymencie, gestykulując żywo.
Do Bolesława nie wiadomo skąd podszedł młody marynarz, który przerwał jego wycieczkę wzrokiem po kajucie.
- Wasza Imperatorska Mość! Cześć! Jak tam dzień leci? - zapytał się marynarz. Na pierwszy rzut oka było widać, że to ten typ człowieka, który potrafi gadać bez przerwy o wszystkim i niczym. - Nazywam się Hvartzgshetrk, ale znajomi i menele na ulicy mówią mi Hvart. Pochodzę z Hawilandu, ale od kilku miesięcy mieszkam w efenie. Słuchaj gościu, ta ekspedycja to wyprawa moich marzeń. Zawsze zastanawiałem się, czemu mapy Pollinu są takie puste na biegunach. Już od dzieciństwa chciałem sprawdzić, czy tak jest naprawdę, czy jednak jest tam coś, o czym jeszcze nie wiemy. No i zobacz ile mamy tutaj towaru, znaczy kawy. Niestety surowo zabronili nam picia alkoholu w trakcie trwania całej wyprawy, więc doctrińskiej kawy nie przygotuję. Chcesz coś do picia może?
Jegomość nawijał tak dalej i dalej. Bolesław dowiedział się, że Hvart studiował w Postanie inżynierię morską, pracował w stoczni w Hawilandzie, a niedawno przeprowadził się do II FN żeby znaleźć lepiej płatną pracę. Przed ekspedycją zajmował się budową kontenerowców w Kirianii. No i oczywiście najważniejsza informacja - Hvart był koneserem kawy, a jego ulubiony napój to 45% doctrińska kawa i ex æquo hawilandzka czarna herbata z dodatkiem wina.
Możesz teraz:
- kontynuować rozmowę z Hvartem,
- porozmawiać z naukowcami w kącie,
- przyłączyć się do zebranych przy długim stole na środku kajuty.