Arcydemon wojny, Khorne, wybuchł tak wielkim gniewem na moje proroctwa, że sama jego aura wściekłości wgniotła mnie z impetem w ziemię. Siła uderzenia była tak potężna, że przebiłem się na samo dno lądolodu, na którym stoi stolica Imperium Chaosu. Odnalazłem się wówczas w lochach Khorna, gdzie orędownicy pokoju, spokoju i przyjaźni byli doprowadzani do obłędu niewyobrażalnymi torturami. Widziałem cele więzienne zbudowane z czystej energii nienawiści, w których wszystkie kąty miały więcej niż 180 stopni, a i tak tworzyły jakimś cudem zamkniętą przestrzeń. Samo patrzenie na te oszalałe struktury wywoływało we mnie niewyobrażalne cierpienie, nie wspominając o rzeczach, którym poddawani byli osadzeni - na samo ich wspomnienie skręcam się z bólu.
Bolesław Kirianóo von Hohenburg pisze: 28 sty 2026, 23:26Wasza religia pokoju zabiła milijony, a nasza religia wojny nie potrafi zabić nikogo. Same porażki z tymi religiami.
Toż to się doskonale uzupełnia...
Przepraszam, przepraszam, powstrzymam się od komentarzy do tego.
Bolesław Kirianóo von Hohenburg pisze: 28 sty 2026, 23:26Wasza religia pokoju zabiła milijony, a nasza religia wojny nie potrafi zabić nikogo. Same porażki z tymi religiami.